• Wpisów:50
  • Średnio co: 22 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 09:50
  • Licznik odwiedzin:4 677 / 1156 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
niestety jest ryzyko że i w tym tygodniu nie pobiegam... po 3 tygodniach w towarzystwie chorego Mr Run w końcu się zaraziłam. jak widać bieganie dało mi niezłą odporność, ale w końcu wczoraj padłam.
i najgorsze w tym wszystkim, że chyba bolą mnie zatoki, a to nie brzmi dobrze dla biegacza.
bedzie to oznaczało już prawie 30 zaległych kilometrów... będę musiała ułożyć nowy plan tygodniowy na resztę roku. i przełożyć 13km na inną sobotę, bo pewnie w tą jeszcze nie dam rady.
z drugiej strony, teoretycznie, biegać można z wszystkimi dolegliwościami powyżej szyi. zobaczymy co mi dzisiaj powie lekarz i biegowo podpowie internet
  • awatar Gość: no aleś teraz musisz być przytyto co nie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
jak się okazuje dużo. szczególnie jeśli się przekombinowało myśląc nad dobrym prezentem walentynkowym dla Mr Run…



pomysł był naprawdę dobry: wspólny niedzielny trening i to z trenerem biegania. bałam się, że trener i Mr Run będą śmigać a ja będę próbowała ich dogonić całą godzinę z wywieszonym językiem. otóż z dogonieniem ich miałam niewielki problem jedynie podczas rozgrzewki. bo trener przyszedł dobrze przygotowany i prawie wcale nie biegaliśmy.

nasz trening poza truchtem i ćwiczeniami na rozgrzewkę oraz rozciąganiem na koniec zawierał głównie ćwiczenia biegowe. czyli kilkadziesiąt razy przebiegnięty/ przećwiczony na różne sposoby odcinek 20-30 metrów. przez chwilę czułam się jak na znienawidzonym podstawówkowo-licealnym wuefie.

nie dość, że na własne życzenie i dwugodzinnym to jeszcze za opłatą…

całe szczęście ostatecznie oboje byliśmy naprawdę zadowoleni z zajęć z trenerem. powiedział nam trochę ciekawych rzeczy, wytknął kilka błędów (oczywiście tylko mi, bo Mr Run kazał się tylko trochę rozluźnić ) i dał trochę dobrych rad jak najlepiej się przygotować do maratonu.

poza wykończeniem nas ćwiczeniami biegowymi trener zabrał nas na górkę. powiedział, że wielu biegaczy nam zazdrości takich okolic i zabiłoby, żeby mieć łatwy i bliski dostęp do tak ukształtowanego terenu. jednak 2 podbiegi później ja miałam ochotę zabić się za wymyślenie tego a nie innego parku… całe szczęście trener odpuścił mi po jakiś 4 czy 5 podbiegach, a Mr Run zabrał jeszcze na 2 dodatkowe.


dzień po treningu myślę, mimo tego, że wszystkie mięśnie nóg i połowa mięśni brzucha mnie boli, że powinnam raz na tydzień zrobić sobie taki trening. mocniejsze nogi mogą pomóc mi czerpać przyjemność z biegania.
przy okazji nie sądzę, żeby tłuszczykowi spodobały się te ćwiczenia


piwko i kolacja w naszej ulubionej włoskiej knajpce po takim prezencie-niespodziance smakowały nieziemsko!

żart walentynkowy nigdy nie był tak trafny...
  • awatar Mr&MsRun: @DobraZmiana: to brzmi jak jakiś obóz przetrwania, a nie trening dla biegaczy...
  • awatar DobraZmiana: Ja miałam okazję brać udział w treningach ogólnokondycyjnych dla biegaczy, organizowanych przez znajomych wegan. Mała grupka. Schody. Było mi wstyd, że ja taka młoda, jestem tak słaba. Śmigaliśmy taczki na schodach (jedna osoba trzyma nogi, a ta "leżąca" ostro spina brzucha i wędruje na rękach do góry). (Nie)polecam :D!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
od jutra mam w planie wrócić do dawno zapomnianej rutyny, planu minimum:
poniedziałek 2 kółka biegania (4,5km)
wtorek stretching
środa 3 kółka (6,0km)
piątek, jeśli w sobotę krótszy bieg, 2 kółka (4,5km)
sobota min. 4 kółka (7,5km)

co trzecią/czwartą sobotę planuję dodać 1-1,5km do mojego długiego dystansu. najbliższy wypadnie 20 lutego i wyniesie 12-13km.

czas zadbać o swoje zdrowie i samopoczucie nieco bardziej!


  • awatar Mr&MsRun: @DobraZmiana: mi też mówiła pani w sklepie, że można zacząć od chodzenia w nich po domu. ale że było akurat mnóstwo śniegu i i tak nie było szans na proste stawianie stopy podczas biegu wsadziłam je od razu do butów. było trochę dziwnie na początku, ale teraz jest już normalnie. ale mam tylko lekką pronację.
  • awatar DobraZmiana: hej, widzę, że masz dokładnie te same wkładki superfeet :) Ja z początku bardzo cierpiałam (zakupione w lipcu 2015) i wściekałam się na tą zmianę. Trafiłam gdzieś na recenzję i porady producenta, że z początku powinno się w nich najlepiej tylko chodzić. Czy też ruszyłaś od razu "z grubej rury"? :) Jak się w nich czułaś?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
mimo przeciwności losu, chorób, tygodniowej przerwy udałomi się być w planie

na koniec 5tego tygodnia miałam mieć 72km, mam trochę ponad 74. niestety zapas się zmniejszył, ale w koncu zrobiłam go na takie wypadki.
 

 
to było chorowite 1,5 tygodnia.
Mr Run nie biegał już ponad tydzień. ja w zeszłym tygodniu ledwie 2 razy: 5km we wtorek i 6km w sobotę, bo w miedzyczasie nie czułam się na siłach.
w tym tygodniu jeszcze nie biegałam bo w poniedziałek było mi cały czas zimno a dzisiaj dopiero wrocilosmy z Łodzi po wczorajszym koncercie.
było cudownie.



całe szczęście mam zapas i do planu na 5 tyg brakuje mi tylko 2,8km
 

 
buty są tak super, ze w zeszła niedziele przebiegłam 2 razy więcej niż planowałam. dzięki temu zamknelam tamten tydzień z wynikiem 18,4 km, a ten 19 km, przy wymaganych 14,4.
w ostatnim tygodniu wyszlam biegać ledwie 2 razy. 7,5 km w czwartek i podniesiony dystans w sobotę - 11,6km. gdyby udało mi się co miesiąc dodać 1,5 km do końca roku zrobilabym polmaraton...
 

 
po bardzo nierównej walce i z tygodniowym opóźnieniem Mr Run pokonał 27km!
 

 
dziękuję rodzicom za cudowny prezent urodzinowy

wybierałam je 40min. ale Pani pocieszała mnie, że niektórzy potrafią robić to i 3 godziny... mimo pomocy fachowego doradcy w sklepie z butami biegowymi. tylko biegowymi.

prawda jest taka, ze wybór był bardzo trudny. całe szczęście mieli tylko 3 modele butów pasujących do mojej stopy. wybrałam 2. później z 3 rodzajów wkładek biegowych wybrałam jedną. z zamkniętymi oczami, skupiając się tylko na wrażeniach "nożnych", nie na kolorach i idących za nimi właściwościach. następnie mierzyłam wkładki biegowe w butach biegowych i wybralam w koncu inne. bo te ktore były dobre na podłodze, w butach dawały zupełnie inne wrażenia...





 

 
jestem 4. na 7 osób, a to nawet nieźle. szczególnie jeśli reszta to panowie. przebiegłam prawie połowę tego co pierwszy, ale mój cel roczny to ledwie 1/3 celu kolegi, więc nadal są powody do zadowolenia.

w tym tygodniu miałam trochę dłuższą przerwę spowodowaną imprezą urodzinową Mr&Ms Run. biegłam w środę (6.01) a później dopiero we wtorek (12.01) i wczoraj. planowałam biec w sobotę, przed właściwą imprezą, ale niektórzy goście się pomylili i przyszli już w piątek. zajmowanie się gośćmi potrafi zmęczyć tak, że ciężko się później biega.

tak czy siak, w sobotę planuję znowu dobić kilka kilometrów i wyrobić plan na 2gi tydzień roku. brakuje już tylko 3,6 km.
 

 
pierwszy tydzień i już prawie wyrobiony plan na dwa tygodnie.
dzisiaj 10 km, w sumie już 20,7 od początku roku.
9. kilometr był bardzo ciężki (właśnie ten na zdjęciu zrobionym nosem Mr Run bo zimno ) i myślałam, że się poddam po nieco ponad 8.



ale się nie poddałam. wyglada jakbym szła, ale naprawdę biegłam i to prawie 8 km/h. średnia całego biegu to aż 8,2 km/h. może i najgorszy wynik w tym roku ale jakże zadowalający!

kolejny bieg w piątek albo sobotę. skromnie 4,8 km.

dzisiaj z rana kolega zaprosił mnie w pewnej aplikacji do rywalizacji. "2016 km w 2016 roku".
przez chwilę jestem pierwsza (z 5 osób, żeby nie było), bo jako pierwsza cokolwiek przebiegłam zaraz koledzy kolegi się ruszą i będę zamykała stawkę przez cały rok.

jednak jest trochę osób z biegowymi postanowieniami noworocznymi. minęliśmy 7 pań i 7 panów, chociaż przez większość biegu przewaga liczebna pań była miażdżąca
  • awatar Mr&MsRun: @lonewolf75: ręce by mi odmarzly na rowerze :-) 5km to zawsze dobry początek. mój pierwszy bieg w tym roku to było coś koło tego ;-)
  • awatar Mr&MsRun: @riveer_sidee: lubię sobie tak myśleć :-) zawsze to milo jak ktoś podziwia ;-)
  • awatar lonewolf75: Dziś o poranku przebieglem skromne 5km. Pierwszy bieg w tym roku. Kolejny bieg w sobotę. Plan na ten rok biegać więcej i częściej. Na mojej trasie nie było biegaczy. Mijalem jednak kilku rowerzystów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


mamy ledwie czwarty dzień nowego roku, a ja mam już 10,7 km na liczniku.

to już ponad 1% tego, co chciałabym przebiec w tym roku. mam nadzieję, że uda mi sie przebiec 750 km. żeby to osiągnąć muszę biegać 14,5 km tygodniowo albo 62,5 miesięcznie. brzmi jak dużo, ale myślę, że jeśli się postaram to dam radę. byleby na siebie uważać, nie dać się przeziębieniom ani kontuzjom. w najlepszych miesiącach 2015 roku biegałam nawet 80 km, wiec co to dla mnie 60

nie liczę dystansu jako postanowienia noworocznego. bo postanowienia noworoczne kojarzą mi się z tymi, które w 92% przypadkach kończą się rezygnacją i porażką (62% ludzi ma postanowieniana nowy rok).


biegłam 2 stycznia i byłam tylko ja, park i Mr Run mijający mnie co jakiś czas. zastanawiałam się czy ludzi pokonał mróz czy może impreza sylwestrowa. dzisiaj było nieco lepiej - minęliśmy aż 2 osoby. widać nikt w okolicy nie postanowił, że zacznie biegać w nowym roku

wracając do tytułu dzisiejszego posta - nie miałam postanowień w związku z bieganiem. myślę jedynie o naturalnym postępie, który mówi, że będę biegała więcej. w ramach niespodzianki dla samej siebie od nowego roku biegam też nieoczekiwanie szybciej
w sobotę 8,7 km/h, dzisiaj 8,5. to o niebo lepiej niż ostatnio (7,8) i nawet lepiej niż jesienią (8,2). jestem dumna z siebie, bo średnio w tym roku kilometr pokonałam póki co (niestety wiem, że nie dam rady tego utrzymać) w nie więcej niż 7 min!
 

 
w stronach z których pochodzę jest przekonanie, że jaka wigilia taki cały rok.
nasza zaczęła się od 5,2km o 7:30 więc zapowiada się dobry rok :-)

wesołych świąt!
 

 
przebiegnę jeszcze tylko 2,8 km i mój biegowy licznik w 2015 dobije do 600km.

jako osoba nienawidząca bardzo długo biegania i o figurze dalekiej od zasuszonego maratończyka, jestem z siebie dumna!
duma jest szczególna między innymi dlatego, że nie poddałam się kontuzjom, które się trafiały. że mimo trudnych chwil nie poddałam się i udowodniłam sobie, że mój zapał może nie być słomiany.

szczególnie, że na początku grudnia myślałam, że do celu nie dotrę. bo jak to w grudniu, zawsze ciężko znaleźć czas i motywację, bo przecież zaraz święta i nowy rok i wszystko się zresetuje, zacznie liczyć od nowa. do tego u nas przed świętami odwiedzamy jednych rodziców, na święta drugich, i jak to w polskich domach, zawsze głodni i biedni musimy zostać nakarmieni po uszy. nie wiem dlaczego ale każde z nas zawsze jest podtuczane przez teściów :-)



styl grudnia najlepiej pokazuje mój przebieg - ledwie 5 treningów w 18 dni i 26,5km. dzisiaj planuję wyjść na 6ty.

wygląda jednak na to, że tegoroczny grudzień nie jest problemem dla, Mr Run. dopiero co wyszedł zmierzyć się ze swoim pierwszym dystansem powyżej półmaratonu. w ramach przygotowań do kwietniowych zawodów co 3 tygodnie biega długie dystanse. dzisiejszy miał być zeszłotygodniowym, ale przeziębił się więc musiał przełożyć planowane 22 km.
dzięki jego samozaparciu i motywacji moja też trzyma się na całkiem wysokim poziomie, mimo świąt, braku sił, czasem marznącego deszczu i chłodu wkradającego się za kołnierz.
cociaż w najbliższym czasie te ostatnie nie będą mogły służyć za wymówkę.

 

 
kolega biega z aplikacją, która mówi mu na bieżąco, czy jego serce nie bije za szybko. jak to zwykle on, chyba wprowadził sobie normy dla starszych osób, bo regularnie mówi nam, ze musiał skończyć trening, bo aplikacja mu kazała.
tak samo zrobił z wagą kości, która wyszła mu dwukrotnie wyższa niż norma...

nie zmienia to jednak faktu, że kontrola tętna jest istotna. wzrost tętna spoczynkowego z 70 do 80 może być ostrzeżeniem przedzawałowym.



wiecie, że kobieta o tej samej masie i kondycji co mężczyzna, biegnąca równo z nim ma dużo wyższe tętno od niego? powodem tego jest jej serce, które jest mniejsze od męskiego.
niestety ani męskie ani damskie serce nie uczy się zbyt szybko, że wystarczyloby wyrzucać większą ilość krwi przy każdym uderzeniu. w związku z tym uderza częściej, żeby zaspokoić zapotrzebowanie organizmu na tlen. a że pojemność serca kobiety jest mniejsza, to i pracować ono musi dużo szybciej, żeby odżywić tą samą masę mięśni.
jak zwykle, babskie życie jest cięższe.

ponadto warto wiedzieć, że serce sportowca może być przerośniete właśnie z powodu tej dużej pracy jaką wykonuje w czasie treningu. lewa komora o pogrubionych ścianach może być zagrożeniem życia sportowca.

chociażby dlatego warto się badać. echo serca powinno być na liście naszych zadań wyżej niż przegląd techniczny auta.
 

 
biegałam 3 razy, zawsze z kimś

w poniedziałek wieczorem 4,5km z Mr Run.
w środę przed pracą, bo wyjeżdżałam na integracjo-delegację, 4,8km z Mr Run.
w piątek rano (na delegacji) 6,6km w pięknych terenach z trenerem szkoleniowym.





jestem szczególnie dumna z tego, że byłam dzielna na czwartkowej integracyjnej kolacji z nowym zespołem (nowa praca od 2 listopada) i miałam siłę pobiec na drugi dzień rano
 

 
po wybraniu odpowienich ubrań i butów czas na kolejne przedbiegowe decyzje.

pisałam jakiś czas temu o prostych rozwiązaniach, które są najlepsze - body. tak, body jest doskonałym rozwiązaniem na jesienne i wiosenne wiatry. ale na zimowe minusowe powiewy to trochę za mało. dlatego na zimę polecam neoprenowe spodenki bądź pas. można kupić w internecie już za kilkadziesiąt złotych, a nie dość, że ciepło w plecy, ciepło w tyłek i nie przeziębi się pęcherza to jeszcze tłuszcz wytapiają. czego chcieć więcej?
sama używam wysokich spodenek, które zakrywają mi pół pleców. Mr Run, w największe mrozy, zakłada pas neoprenowy.


drugą rzeczą, o którą biegaczka musi wyjątkowo zadbać zimą jest skóra. chłodny wiatr i niska temperatura źle wpływają na większość kobiecych twarzy. moje proste rozwiązanie - wysmarować się oliwką dla dzieci. świecę się przez cały bieg jak żarówka, ale przynajmniej moja skóra jest miękka i bezpieczna.
 

 


w końcu znowu pobiegłam. po 10 dniach przerwy moja forma teoretycznie spadła o jakieś 20%.

miałam siłę na nieco więcej, ale pobiegłam tylko 3,4 km. dużo wolniej niż normalnie - 7,8km/h, 7:40min/km (chociaż to tylko 5% wolniej niż moje standardowe 8,2km.h). całe szczęscie po bólu łydek ani śladu!
Mr Run dzisiaj zaliczył kolejny krok do maratonu - 19 km. jestem z niego dumna!

już się nie mogę doczekać kolejnego biegu. tym razem ok. 5km i to już w poniedziałek.
 

 
jeszcze tylko 2 dni i znowu pobiegam w sobotę planuję na spokojnie przebiec 3-5km, w zależności od tego jak będą się czuły moje łydki
do tego planuję skupić się na postawie biegowej. ważne jest, żeby nie biegać pochylając się albo garbiąc, co będzie utrudniało bieg z powodu dodatkowej działającej siły - grawitacji.
wydaje mi się, że akurat tę lekcję odrobiłam
zostaje poproszenie Mr Run o ocenienie czy to prawda czy tylko mi się wydaje, że biegam z poprawną postawą.
 

 
łydek oczywiście. lekarz doradził tydzień przerwy po tym jak przestanie boleć. a dzisiaj jeszcze trochę boli. ale całe szczęście nie jest to kontuzja.
kolejny bieg dopiero w przyszłą sobotę. i znowu prawie od zera
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
niestety okazuje się, że po tak długim dystansie jak 14km mój organizm potrzebuje na regenerację nieco więcej niż 3 dni.
muszę zawiesić bieganie na kolejne 3 dni.

a miałam nadzieję na godzinkę biegu w czasie biegu niepodległości



oczywiście dałabym radę dzisiaj pobiec, ale niestety byłoby to bardzo głupie jeśli bolą mnie ścięgna.
muszę trochę posiedzieć na tyłku, co dla osoby nienawidzącej biegania (sic!) jest bardzo trudne...

  • awatar Mr&MsRun: @Zurii: to miłe :) tak, będę starała się pisać w miarę regularnie. jakby co, tutaj jest nieco więcej starszych wpisów :) MRandMSrun.blogspot.com
  • awatar Zurii: Mimo że będziesz 3 dni bez biegania, to i tak będą wpisy??? (Uwielbiam twojego bloga, i śledzę każde nowe wpisy... :))
  • awatar The illest: współczuje .-. ja dzisiaj nogi robiłam i miałam euforie, ale jak wczoraj reset robiłam to też czegoś tak brakowało XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
jak zacząć bieganie? można od szybkiego chodzenia, od marszobiegów albo od razu od dawania z siebie wszystkiego. ale jak najlepiej się do tego przygotować?

zdecydowanie trzeba zacząć od odpowiedniego ubioru. nie musi być drogi, ale musi być dopasowany do temperatury i terenu po którym przyjdzie nam biegać. i musi być wygodny.

podstawowa zasada ubierania się mówi, żeby przygotować się tak, jakby było 10 stopni cieplej. będzie trochę chłodno podczas rozgrzewki (dlatego body idealnie się sprawdza do okrycia pleców), ale przynajmniej później nie ma się ochoty kończyć biegania półnago. styl na Rocky'ego jest zły - cebulka jest ok, ale lepiej odpuścić sobie zakładanie wszystkich najgrubszych bluz z kapturem. odwodnienie nigdy nie jest dobre, chyba że musisz się jutro wcisnąć w sukienkę dobrą 2 rozmiary temu...



najważniejszym elementem są oczywiście buty. tutaj można zainwestować dla zdrowia stawów i kupić dobrze amortyzujace buty do biegania po twardych ścieżkach (200-700 zł). ale można też wziąć stare, byle z grubą podeszwą, i w nich sprawdzić czy bieganie zostanie z nami na dłużej.
osobiście nieco za długo czekałam z deklaracją, że to na poważnie i kupnem lepszych butów, co zaowocowało kontuzją.

  • awatar Ch!c G!rl: dobre rady! ubiór i buty do biegania to podstawa!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
człowiek jest istotą która generalnie dużo wie, ale mało robi.
  • awatar Zurii: Ok. Postaram się :D Dzisiaj 50 przysiadów 30 brzuszków i rozgrzewka ;)
  • awatar Mr&MsRun: @Zurii: miałam ten sam problem. ale w końcu postawiłam sobie realne cele - nie rezygnuję z czekolady, bo nie dam rady, i tylko ja ograniczam. myślałam też, że będę biegać kilkanaście kilometrów tygodniowo od samego początku, ale później realnie postanowiłam wychodzić 3x w tyg. na min. 25min biegi. a teraz same wyewoluowały do min. 45min :) zacznij od małych kroków. brzmi jak nic, ale tylko małe doprowadzą do większych :)
  • awatar Zurii: Dokładnie.... Mi brakuje motywacji, obiecałam sobie że codziennie godzina ćwiczeń, ale ja i tak zamiast tego jem chipsy i czekoladę :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


udało się! 14 km. w 1:45, ale jednak. to nowy rekord jeśli chodzi o dystans!

początek był tragiczny i myślałam, że nie dam rady.
na pierwszym kilometrze oba światła mnie zatrzymały.
na czwartym zatrzymał mnie inny biegacz z propozycją biznesową.
na ok. siódmym w końcu spotkałam znowu Pana Azjatę!
 

 
szykuję się psychiczne na jakieś 12-14km w weekend w związku z czym dzisiaj miałam ostatni bieg przed sobotą, więc zaszalałam.
chyba pierwszy raz biegałam całą godzinę w tygodniu. do tej pory raczej miałam biegowe 30-45tki, a coś więcej tylko w weekend.

tym razem w sobotę szykuje się minimum 90min. zobaczymy czy moje ciało wytrzyma takie obciążenie czy może znowu będę zmieniać plany.